Skip to content

Entre los dos, czyli MARMOLADA 3:30 p.m.

17 August 2010

Niezapomniane, wieczorne opowieści Pafnuca Seniora (tu z mchem na głowie) sprzed ponad 10 lat o wspinaniu na Marmoladzie,  wryły nam się w pamięć na tyle mocno, że gdy pojechaliśmy w końcu wspiąć się tą ścianą, pakowanie na leśnym parkingu przed podejściem zajęło nam jakoś więcej czasu, niż zwykle przed innymi ścianami w Dolomitach. Najpierw było ENTRE LOS TRES, czyli w zespole z Wojtasem, rok wcześniej, spędziliśmy pod ścianą 2 dni czekając, aż deszcz przestanie lać. Ale nie przestał.

Rok później na przełomie lipca/sierpnia jesteśmy z Pawłem w Malga Ciapella. Po przepakowaniu podchodzimy w ciepłym popołudniowym słońcu. I znów marmoladowe opowieści Pafnuca – który ma na Marmoladzie wspiętych wiele kilometrów skały – uderzyły mnie zdwojoną mocą, gdyż przez dłuższą chwilę byłem przekonany, że widzę DUCHA. Ducha z czarą brodą, lekko dzikim spojrzeniem, dopakowanymi czworogłowymi,  prężącymi się spod szortów a la lata ’80 (z wcięciem z boku uda, klasyk). Do tego luźno spakowany plecak, ale nie  jakiś nowoczesny “wypas” tylko jakoś tak, zwisająca, pustawa horolezka w pastelowych, wypranych kolorach.  Po krótkim spojrzeniu odniosłem wrażenie, że schodzący z góry pan chce rzucić: “A wy k.. gdzie?”, ale tylko lekko się uśmiechnął i nas minął. Mocarz z krwi i kości, Igor Kohler we własnej osobie! No tak, on tu jest po prostu u siebie.

Podchodząc, mieliśmy nadzieję na słoneczne wspinanie następnego dnia na Don Kichocie (VI+, ok. 1000m). To jedna z łatwiejszych dróg na Marmoladzie w wyższej części ściany – test na tempo wspinania i orientację  w ścianie – od czego zależy późniejszy wybór ew. trudniejszych dróg. Wstaliśmy wcześnie i od razu widać było, że pogoda się zmienia, ale trudno było stwierdzić, w którą to pójdzie stronę za kila godzin. Tyle sobie dawaliśmy czasu na ścianę, chcąc zdążyć na 15:30, żeby załapać się na ostatni wagonik kolejki, który zjeżdża ze szczytu Marmolady na sam dół. Od pierwszego wyciągu, który robiliśmy związani (pierwsze 80m szkoda ciorać linę) pchała nas w górę wizja, że jeszcze dziś z powrotem będziemy gotować  kolację koło namiotu z widokiem na 1000m przewspinanej skały! Udało nam się wyprzedzić Czechów z wielkim aparatem oraz trójkowy zespół Włochów. Po 2,5 h  od startu wbiegliśmy na taras w połowie ściany, więc nadzieja na 15:30 w wagoniku linowym była uzasadniona – co oznaczało by: 16:30 Malga Ciapella (2000m niżej), szybkie podejście na lekko i o ok. 19:00 namiot, gdzie włączam blueta i pytam Pawła: “makaron, czy kuskus?”. Od tarasu jeszcze jakieś 5-8 wyciągów wspinaliśmy się we względnie suchej skale. Zerwał się jednak silny wiatr i zaczęły przelatywać gęste mgły, zasłaniające ścianę. Kluczowy wyciąg (rozwidlenie rys) był już mokry, potem było co raz gorzej. Na ostatnich wyciągach (V/V+) straciliśmy ok. 2h cennego czasu. Od mgły było już kompletnie mokro, poza tym potwornie zimno (ok. 3-5 stopni). Gdy około 14/15 obaj byliśmy na szczycie i rozglądaliśmy się we mgle za stanowiskiem zjazdowym na lodowiec z tyłu  ściany, doszedł nas charakterystyczny szelest, a we mgle mignął zarys wagonika. Cóż, “makaron, czy kuskus?” oddaliło się o wiele godzin nużącego zejścia, w tym po lodowcu w mokrych adidasach.

Na zejściu dogonili nas Włosi. Na dole podsuszyliśmy skarpety (przed nami jeszcze ok. 10km asfaltem do Malga C.), zastanawialiśmy się czy uda nam się złapać stopa. Włosi przyszli nam z pomocą i podwieźli na sam dół.

Każdym razie to był Bardzo Udany Dzień i kawał wielkiej ściany w dobrym czasie.

This slideshow requires JavaScript.

No comments yet

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s