Skip to content

Max na El Camino i wielo-wyciągi bez wody (El Chorro, luty 2011)

26 February 2011

Marcin doleciał z Irlandii, Aneta z Wawy (spotkaliśmy się na lotnisku), a Anna z Maxem czekali już na miejscu od 2 dni – są w podróży po Andaluzji od tygodnia.

W El Chorro właśnie jest szczyt sezonu (od lutego do kwietnia/maja), wszystkie kwatery pozajmowane, pod kapliczką tradycyjnie tłumy Czechów, groty pękają w szwach, a po zmroku wyją psy, za miesiąc włączą się cykady…

Od pierwszego dnia świeciło słońce – a jedynym utrudnieniem przez pierwsze 2 dni był dość silny wiatr. Po rozruchu na Castrojo, poszliśmy na Escalera Arabe cieszyć się wspinaniem w szarym, litym wapieniu. Max (11 lat!) dokonał tu swoich pierwszych wspinaczek z dolną asekuracją, a głównym ograniczeniem dla pokonywanych trudności jest, póki co wzrost Maxa – na razie gdzie sięgnie, tam złapie i trzyma!

Gdy przyszedł “dzień prawdy”, czyli El Camino – na którym wielu “siada psycha” z powodu ekspozycji – Max zaskoczył nas jeszcze bardziej – szedł jak burza od pierwszych metrów, przepinając się lonżami na przyblokach, zaś nogami przebierając w powietrzu lub robiąc “rowerki” na skale… Drugi wąwóz powitał nas pomarańczami i kwitnącymi na żółto łąkami…  więc, Aneta puściła seryjnego mmsa do “firmy”, a że był to poniedziałek godzina 11.00, to po południu dostała kilka odpowiedzi w rodzaju “grrrrr….. u nas -15 stopni, jak  śmiesz!”

W sektorze Momia wspinaliśmy się po fantastycznych 30 metrowych “piątkach plus”, a ponieważ przestało  wiać, trzeba się było rozebrać do krótkich rękawów i sięgnąć po krem od słońca. Ćwiczyliśmy wycofy z drogi w różnych wariantach, Marcinowi skończyła się lina, później Anecie skończyła się lina, w końcu zaś skończył się dzień, więc poszliśmy do baru, gdzie spotkaliśmy Roberta i Marysię ze Śląska.

W barze toczyliśmy rozmowy o ‘sztuce filmowej’, była gra w lotki oraz bilard. Uwaga: w barze na campingu maszyna do gry w lotki zżera opłacone gry – Robert wdawał się mocno niepocieszony (czyt. wk…ony), gdy przepadły 3 gry w “501”

Na koniec kursu wybraliśmy się na 8 wyciągową drogę (IV+), na którą Aneta i Marcin zapomnieli wziąć wodę, więc po zjazdach chciało im się baaaardzo pić. Ale zanim ugasili pragnienie uratowali “zbłąkaną na półce skalnej turystkę”, w roli której wystąpiła Marysia (dzięki!).

Marysia czeka, żeby zostać “uratowana”

 

This slideshow requires JavaScript.

 

 

 

No comments yet

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s