Skip to content

Kurs skałkowy – festiwal friendów i kawałek “ciuta” siły więcej

20 October 2011

Acabo de terminar el curso de escalada en roca en El Chorro – la semana pasada habiamos practicando las técnicas diferentes de aseguramiento y también las técnicas de escalada.  En equipo de tres alumnos habiamos escalando unas vias multilargas de grado de 6a+. Durante las rappeles habiamos practicando las técnicas de rescate con material que cada escalador tiene en su harnes. Hizo buen tiempo – poco demasiado calor pero con mucha agua en mochilla no era problema. Despues de escalando disfrutamos la comodidad de Finca: la cocina grande y piscina! Si quieres, puedes apuntarte!

Nie zdążyłem się dobrze pożegnać na lotnisku z Agnieszką i Marcinem, którzy tydzień po kursie kończyli swój objazd po Andaluzji, a z bramki przylotów już wychodzili objuczeni Andrzej, Andrzej i Krzysiek. Ekipa w 100% męska, 3 pokolenia informatyków (skok wiekowy co ok. 10 lat) poznali się w samolocie do Malagi.  Znów nocny dojazd do El Chorro, w śpiworach lądujemy o 3 w nocy. Rano przeciąganie w promieniach słońca, śniadanie i w skały. Popołudniowe zakupy w supermarkecie zajęły chłopakom około 2,5 h – nawet zespoły kobiece nie spędzały tyle czasu przy półkach sklepowych! Zero-jedynkowa metodyczność pozwoliła chłopakom zaplanować wszystkie posiłki na 6 dni kursu z niewielkim back-up’em. Nadmiar zawsze można odłożyć do free-boxu, z którego i tak wszyscy skrupulatnie korzystaliśmy, każdego wieczora podczas pichcenia kolacji. Nie wiadomo tylko kto zaj..ł czosnek.

Andrzej młodszy wszędzie gdzie się dało osadzał friendy, co przyczyniło się do dodatkowych obtarć na kostkach przez wyprane przed wyjazdem buty wspinaczkowe (nie prać butów! – “nie pierz i daj śmierdzieć”), a następnie prosił o dodatkowe wyciągi na koniec dnia, co czyniliśmy. Mimo lekkiego przegrzania, bo słońce nie odpuszcza – tylko w dniu El Camino mieliśmy lekkie zachmurzenie, tzn. kilka białych cumulusów.

Chłopaki rozwiązali szereg zagadek asekuracyjnych, zawiązali uprząż Browna, stanowisko francuskie “równoległe”, kilka “prussików”, zjechali diagonalnie i załoili 6a+. Zgubione “rocksy” odnalazły się na półce, a Andrzej starszy (nie długo biegnie maraton) po ustawieniu czubów w stopniach ostatniego dnia kursu stwierdził, że poczuł “kawałek ciuta siły więcej”, co pozwoliło na wykonanie kilku dodatkowych przechwytów przed odpadnięciem! Błysk w oku powiedział mi, że Andrzej w ciagu zimy kilka razy dotknie “panela” i wykona trochę serii na drążku…

Teraz chłopaki restują się w hostelu Casa Babylon w Maladze, a ja przeglądam szafę w poszukiwaniu puchówki – przede mną tydzień w Polsce!

This slideshow requires JavaScript.

                                                                   6 win: przestrzegaliśmy diety śródziemnomorskiej

                                                                          Andrzej na 5. wyciągu Valentine’s Day


5. dzień kursu (19 października), w ścianie Frontales, sektor Austria

                                                                                                Zjazd diagonalny…

No comments yet

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s